Cóż. Dosyć stary, kiepski i niedopracowany prolog oraz opowiadanie. Lecz, postanowiłam wam je pokazać. ^^ Miłego czytania.
Próbowałam uciec do miejsca, których progów nie mógł przekroczyć żaden człowiek. Starałam się szarpać, miotać, walczyć… Jednak byłam jedynie mimowolnym widzem uwięzionym w bezruchu. Oglądałam spektakl bólu i żalu, którego scena tkwiła w moim umyśle. Wszystko co odczuwałam, działo się głównemu bohaterowi, któremu niemiłosiernie wbijali w dygoczące ciało kolorowe pinezki… jak pod jego paznokcie powolnie dostawały się miedziane druty… jak nie mógł chwilami nabrać do płuc powietrza…
Po tych katuszach scena znikła w niebieskim ogniu, a on począł się mozolnie rozprzestrzeniać. Mój umysł zaczął płonąć… potem serce… a później wszystko stanęło w płomieniach. Moja wola walki zgasła, ale pożar wewnątrz mnie nie miał takiego zamiaru. Krzyczałam… ale nikt nie mógł usłyszeć moich wrzasków. Płakałam, chociaż z moich oczu nie leciały gorzkie łzy. Nie próbowałam już uciec, bo było to jak obijanie się o ściany zamkniętego pokoju. Jedyne na czym teraz polegałam, to pogodzenie się z okropnymi mękami.
- T-to… b-boli… - szepnęłam ze strachem, modląc się w duchu o pomoc, w choć najmniejszej postaci.
Niebawem, po wypowiedzeniu tych słów poczułam przyjemny dotyk na ramieniu, który sprawił, że w moim sercu zapłonął promyczek nadziei.
- Wiem, że to boli. – w moich uszach rozbrzmiał cichy, kobiecy głos, przepełniony żalem i współczuciem – ale musisz mi w czymś pomóc. Nie martw się, wszystko będzie dobrze. Zobaczysz… Jeszcze mi podziękujesz – odparła kobieta, przygarniając moją głowę do swojej piersi.
Wokół mnie zawirowały powtórnie słowa „Jeszcze mi podziękujesz”, które wprawiły mnie w chwilowy spokój. Później pozostał jedynie żar, cierpienie, smutek oraz ciemność.
Jakie uczucia towarzyszą przy miotaniu się w odmętach rzeczywistości? Nigdy się nad tym nie zastanawiałam, ale teraz już wiem. Ból. Sam zawitał w moim życiu. Były to chwile wypełnione cierpieniem, którego nie dało się opisać naziemnymi słowami. Taka głęboka rana, jaką pozostawiło mi to wydarzenie, nigdy nie miała prawa się zagoić.
Próbowałam uciec do miejsca, których progów nie mógł przekroczyć żaden człowiek. Starałam się szarpać, miotać, walczyć… Jednak byłam jedynie mimowolnym widzem uwięzionym w bezruchu. Oglądałam spektakl bólu i żalu, którego scena tkwiła w moim umyśle. Wszystko co odczuwałam, działo się głównemu bohaterowi, któremu niemiłosiernie wbijali w dygoczące ciało kolorowe pinezki… jak pod jego paznokcie powolnie dostawały się miedziane druty… jak nie mógł chwilami nabrać do płuc powietrza…
Po tych katuszach scena znikła w niebieskim ogniu, a on począł się mozolnie rozprzestrzeniać. Mój umysł zaczął płonąć… potem serce… a później wszystko stanęło w płomieniach. Moja wola walki zgasła, ale pożar wewnątrz mnie nie miał takiego zamiaru. Krzyczałam… ale nikt nie mógł usłyszeć moich wrzasków. Płakałam, chociaż z moich oczu nie leciały gorzkie łzy. Nie próbowałam już uciec, bo było to jak obijanie się o ściany zamkniętego pokoju. Jedyne na czym teraz polegałam, to pogodzenie się z okropnymi mękami.
- T-to… b-boli… - szepnęłam ze strachem, modląc się w duchu o pomoc, w choć najmniejszej postaci.
Niebawem, po wypowiedzeniu tych słów poczułam przyjemny dotyk na ramieniu, który sprawił, że w moim sercu zapłonął promyczek nadziei.
- Wiem, że to boli. – w moich uszach rozbrzmiał cichy, kobiecy głos, przepełniony żalem i współczuciem – ale musisz mi w czymś pomóc. Nie martw się, wszystko będzie dobrze. Zobaczysz… Jeszcze mi podziękujesz – odparła kobieta, przygarniając moją głowę do swojej piersi.
Wokół mnie zawirowały powtórnie słowa „Jeszcze mi podziękujesz”, które wprawiły mnie w chwilowy spokój. Później pozostał jedynie żar, cierpienie, smutek oraz ciemność.
























